2 listopada 2015

W świetlistym Dolnośląskiem

We wrześniu nawiedziliśmy ekipą Berlin. Nie mam jednak jeszcze wszystkich zdjęć, dlatego relacja będzie w późniejszym terminie. Za to październik należał do miasta polskiego, acz z silnymi wpływami niemieckimi.

Pomysł na dwa dni w Breslau zrodził się głównie dlatego, że... znalazłam apartament i się zakochałam :D Na zdjęciach wyglądał bosko, krzyczał "weź mnie" i nie byłam w stanie mu odmówić. Ułożyłam plan wycieczki, załatwiłam pogodę, kupiliśmy bilety na pociąg i pojechaliśmy. 

Plan wycieczki rozsypał się niemal natychmiast po dojechaniu do celu, bowiem musieliśmy zostawić bagaże w recepcji (nie zaczęła się jeszcze doba hotelowa), po czym do godziny 17 wrócić, żeby odebrać klucze. Trochę mnie to zdziwiło, i prawdę mówiąc dziwi do dziś, bo na różne kwatery przybywałam o najrozmaitszych porach, nawet o 1 w nocy, i nie było takich obwarowań. A utrudniło nam to o tyle, że, nieświadoma takiego scenariusza, na pierwszy dzień przewidziałam wszystko, co znajdowało się w jednym, niestety odległym fyrtlu. Czyli zoo, Ogród Japoński i pokaz fontann. 
Na szczęście nie rozsypała się chociaż pogoda. To był absolutnie obłędny weekend, bez ani jednej chmurki, pierwszego dnia z takim ciepłem, że zdejmowaliśmy całe wierzchnie odzienie, drugiego już nawet żałując, że nie wzięliśmy krótkich spodenek i lekkich butów. Słowo daję, znów przesadziłam :D

Pierwszy punkt zrealizowaliśmy w całości, łącznie z Afrykarium, które jest boskie. Trochę musieliśmy postać w kolejce, ale szybko się ruszała, więc po kilkunastu minutach byliśmy już w środku, schodząc pod powierzchnię wody, w której pływały rozmaite morskie stwory. Największe wrażenie zrobił oczywiście tunel, w którym ponad głowami przepływają rekinki, setki rybek, i przede wszystkim majestatyczne żółwie oraz cudowne, radośnie uśmiechnięte płaszczki! Które kocham i nawet za dzieciaka lepiłam z plasteliny do zabawy :D (Niestety te żywe są zbyt szybkie na możliwości mojego aparatu...) Moje granice obłędu musiały zostać daleko przesunięte, inaczej naprawdę zwariowałabym z radości. Piszczałyśmy wszystkie trzy z Bosską i Elfką, nawet Strzelec uśmiechał się z zadowoleniem ;) Była sawanna, była dżungla z krokodylem, były szalenie szybkie pingwiny, waleczne morsy, a wszystkie pomieszczenia i zbiorniki tak pięknie zrobione, że aż mnie trochę kłuło z zazdrości. Całe zoo jest dość skondensowane, nie trzeba jak w Poznaniu pokonywać dużych odległości, by zobaczyć zwierzęta. Co ma oczywiście dobre i złe strony. Dobre są dla ludzi. Gorsze dla zwierząt. Nie twierdzę, że we Wrocławiu im źle. Ale jednak... zawsze im więcej mają miejsca, tym lepiej. Niemniej z turystycznego punktu widzenia było genialnie - abstrahując od oczywistych tłumów. 
"Wypad mi stąd!"
Welcome to the jungle
"You talkin' to me?"
Mistrz przedplanu
Mistrz drugiego planu
Stretching :D
Afrykarium z prawej. Przypomina mi wielkiego wieloryba
"Może ta góra cielska nie zauważy, jak troszkę podjem na krzywy ryj..."
Następnie musieliśmy wrócić po klucze, odstawić bagaże na kwaterę i pójść na obiad. 
Najpierw dłuższą chwilę szukaliśmy kamienicy z naszym lokum, potem z drżeniem serca wchodziliśmy po typowych dla kamienic schodach. Gdy otworzyliśmy drzwi...
... byliśmy w raju. Apartament przerósł nasze oczekiwania. Salon na parterze urządzony minimalistycznie, fantastyczny malunek na ścianie, przepiękne rzeźbione schody, prowadzące do antresoli z sypialnią i łazienką tak wielką, że prysznic mogłaby brać naraz chyba cała wielodzietna rodzina - a przede wszystkim TEN WIDOK!!!!! 
Nocowaliśmy na samiuteńkim Rynku! Z widokiem na Stary Ratusz! I był to kolejny powód, przez który nie zrealizowaliśmy mojego planu. No przecież się nie dało nie zrobić miliona zdjęć :D

A później po prostu nie dało się jeść szybciej. Zaszliśmy na klimatyczną ulicę Więzienną, pełną knajp z włoskim jedzeniem. Jedyny wolny stolik dorwaliśmy w Tralalala Cafe, w której gotuje prawdziwy Włoch! I mówią po włosku! Jej, jak bosko było na chwilę przenieść się znów do słonecznej Italii :) 
Tropea! Byłam tam i widziałam te cipolla, czyli czerwone cebule!
W tym momencie przesunęliśmy Ogród na kolejny dzień, za to kupiliśmy sobie trunki na wieczór. Oni żubrówkę i popitę, ja oczywiście Soplicę Orzech Włoski. Dłuższą chwilę zastanawialiśmy się, jak to pić na ulicy, w końcu wymyśliłam, że w kubeczku styropianowym od kawy, który podebraliśmy w sklepie, a do którego przelewaliśmy napoje komisyjnie na murku, kryjąc się dość nieudolnie przed ewentualną policją. Oczywiście nikt nic nie zauważył ;), a my mieliśmy ubaw powrotu do czasów licealno-studenckich, gdy chlało się czystą wprost z butelki chyłkiem w bramach albo między straganami :D I tym sposobem do Hali Stulecia, przed którą odbywają się pokazy fontann, dotarliśmy w jeszcze bardziej rewelacyjnych humorach :D Niestety miny trochę nam zrzedły, gdy po kilku minutach oglądania standardowych mini pokazów i czekania na główny wybrzmiała muzyka, strumienie wody zaczęły fikać, niestety w... kompletnych ciemnościach. Coś się zepsuło i cały piękny pokaz nie został oświetlony :/ Byłam tak zła, że aż mnie musieli pocieszać. No bo jakże to tak??
Na szczęście szybko zabrali mnie na kolejną wódkę ;) Po czym dołączyli do nas znajomi Strzelca, Wrocławianie, którzy oprowadzili nas po Wrocławiu by night. A ów zachwyca. No po prostu zachwyca. Coś się wydarzyło w ostatnich latach, że Wrocław bardzo mocno "odbił" od innych miast, niesamowicie się rozwinął, przyspieszył w tym rozwoju, wypiękniał... Poznań i Wrocław to tacy nieformalni konkurenci, i muszę przyznać, że tę rozgrywkę Poznań wygrywa dla mnie już głównie sentymentalnie. Wierzcie mi, to największy komplement, na jaki mnie stać ;P 

Wrocław nocą aż tętni, huczy i... błyszczy. Oświetlony (nawet aż za bardzo, bo traci trochę na tajemniczości) Rynek, piękne mosty, wysepki, katedra na Ostrowie Tumskim. A w tym wszystkim mrowie, dosłownie mrowie studentów. Gdy siedzieliśmy pod Muzeum Narodowym w parku, spytałam, jak się ten park nazywa. Nawet ci znajomi nie wiedzieli, dowiedzieli się ode mnie, że Park Słowackiego :D Po czym włączyła im się głupawka i zaczęli prowadzić ankietę wśród przechodniów na temat nazwy parku, tym sposobem przypałętał się jakiś studencik, kochany dzieciak, który właściwie szedł na imprezę, ale po półgodzinnej rozmowie wrócił z nami na Rynek, po drodze nie mogąc uwierzyć, że wszyscy poza Elfką są już dawno po studiach :D


 
Uniwersytet
Widok na Ostrów Tumski
Archikatedra św. Jana Chrzciciela
To był cudowny wieczór. W dodatku niesamowicie ciepły, do północy siedzieliśmy w rynkowym ogródku w samych swetrach! W końcu jednak trzy baby postanowiły, że idą się wyspać, a Strzelec chciał jeszcze zostać. Aby nas potem nie budzić, zdecydował odprowadzić nas do apartamentu. Co zajęło mu jakieś 40 sekund, bowiem mieszkaliśmy dokładnie naprzeciwko knajpy :D

8 komentarzy:

  1. wyjedźmy gdzieś na weekend! chuj tam, pójde do providenta. bo już dawno nigdzie nie byłyśmy razem :D
    lessy

    OdpowiedzUsuń
  2. Breslau;) kojarzy mi się z Krajewskim. mam wrażenie, że wiele miast, głównie ich stara część w naszym kraju jest piekna.., a w dobry towarzystwie, to nawet Pcim zachwyci;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w tej chwili już nawet większość, zwłaszcza wschód, cały odnowiony przez UE... Hihi, też fakt :D

      Usuń
  3. Cudnie! Rozpłynęłam się oglądając te zdjęcia, ale w zdjęciu lwa się zakochałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był piękny. Ale też nie miał jakiegoś bardzo dużego wybiegu... Pewnie dlatego spał ;)

      Usuń
  4. Dostałam klasycznego dupościsku przy oglądaniu zdjęć z Afrykarium, ale udało mi się go w końcu pokonać. Pamiętam jak się biłam z chęcią pójścia tam, ale po dowiedzeniu się, że jest jeden bilet do niego i ZOO, było mi łatwiej zebrać się w sobie i nie pójść. Odmawiam iścia do ZOO, podobnie jak do cyrku. Ale co trzeba rzec, to to, że Wrocław zaiste jest cudny. A w nocy to już w ogóle. Muszę kiedyś pójść w Wasze ślady, bo widzę, że wtedy w lipcu to ledwo liznęliśmy atrakcje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cyrk nie. Zoo tak, bo moim zdaniem ma walory poznawcze i kształtuje wrażliwość. Ale trzeba to sobie jasno powiedzieć, im bardziej zoo jest wygodne dla zwiedzających, tym mniej spełnia swoją rolę w kwestii ochrony gatunków. Natomiast nie można tego ustawić w jednej linii z cyrkiem, absolutnie. Nasze poznańskie niedźwiadki to właśnie wyrwane ze szponów cyrku sieroty po przejściach, jestem pewna, że tu im lepiej niż tam, a na wolność prawdopodobnie już się nie nadają.
      Ja myślę, że Wrocław to tak na kilka dni... Żeby nie galopować jak ja ;)

      Usuń