10 stycznia 2016

Takie tam dziesięć dni

Witojcie w nowym roku! Tak, wiem, że dziś już 10.01 :D Mam jednak szereg usprawiedliwień! Po kolei...

W 2016 weszłam krokiem tanecznym i radosnym. 2015 zakończył się absolutnie wyjątkowo, zwłaszcza że o tym, dokąd wybieram się na Sylwestra, dowiedziałam się nie tradycyjnie dzień, a całe dwa dni wcześniej! Był zatem czas na przygotowanie czegoś zdrowszego niż chipsy. I tak na domówkę u siostry Strzelca wjechało mnóstwo pysznych przekąsek, przyrządzonych przez 12-osobową ekipę. Były dipy: z suszonych pomidorów i drugi z twarożku, zieleniny i oleju arachidowego, były trzy domowe pizze i jabłecznik, było chyba z pięć sałatek, były hot-dogi, grissini... Na samą myśl o tym wszystkim leci mi ślinka, a części nawet nie zdołałam spróbować, w ogóle cała impreza mijała tak ekspresowo, iż dopiero w ostatniej chwili zorientowaliśmy się, że zaraz północ :D Podczas życzeń wylałam, chyba na szczęście, niemal cały kieliszek szampana, obejrzeliśmy wspaniałe fajerwerki, które z ósmego piętra wyglądały niemal tak pięknie jak z mojego dziesiątego ;), po czym zeszliśmy na dół, żeby chłopaki odpaliły swoje. Zanim się ogarnęli, wszyscy wokół już wystrzelali wszystko, co mieli, więc kiedy w końcu na niebie zalśniły nasze ognie, zostały powitane gromkimi okrzykami i oklaskami uszczuplonej bandy wiernych trzech grouppies (cała reszta dawno poszła). Gdy wróciliśmy, okazało się, że... Soplica mi się skończyła :D Co prawda nie miałam jej zbyt wiele, bo tylko ćwiartkę, ale nie przypuszczałam, że tak dobrze mi pójdzie jeszcze w starym roku :D Próbowałam potem pić wiśniową, niestety smakowała marcepanem, którego nie cierpię, zatem właściwie większość Nowego Roku przebyłam o suchym pysku, co mi wcale nie zaszkodziło, ponieważ dzięki temu wyskakałam się sowicie, oczywiście jak zwykle DJ-em będąc, do własnej muzyki :D A tak sobie obiecywałam, że tym razem nie będę robić szopek, przyjmę, co inni włączą... Gdzie tam! alkohol + ja = totalitaryzm muzyczny ;) To jednak nikomu nie przeszkadzało, wszyscy bawili się znakomicie, tak znakomicie, że chwilę przed piątą ze zdziwieniem otwieraliśmy drzwi policji :D To była najbardziej ekspresowa Noc Sylwestrowa w moim życiu. Mnóstwo tańców, radosnego darcia ryja, rozmów o podróżach i doznaniach kulinarnych, czyli wszystko to, co najlepsze. Nietoperz opowiadał znajomym m.in. o naszej wyprawie w Karkonosze sprzed półtora roku, kiedy to wg niego robiłyśmy z Bosską tak dużo zdjęć, jakbyśmy tworzyły na szlaku górskie Google Street View :D Przy tym to się po prostu popłakaliśmy ze śmiechu :D 
Gdy wracaliśmy do domu o 6, wyraziłam ubolewanie i życzenie, by spadło chociaż trochę śniegu. Kiedy obudziłam się o 12, na dworze było już biało :D Czerwona i jej czary :D

Zaliczyłam więc i sanki :) Nie wiem, jak u Was, ale jeszcze przedwczoraj w Poznaniu leżało całkiem sporo białego puchu. Cudownie oglądało się wirujące majestatycznie wielkie płatki i figlarnie wirujące drobinki. 
 
W międzyczasie zdążyłam też nabawić się przeziębienia, to musiał być wirus, ponieważ ubierałam wszędzie podwójne, z przeproszeniem, gacie, ciepłe skarpety itd. Ani razu nie zmarzłam, zatem ktoś mnie ewidentnie zaraził. Po dwóch dniach uwięzienia w łóżku zapadłam na ciężką depresję, klaustrofobię i lęki, na szczęście nim zdążyłam trafić do domu bez klamek, choroba minęła. Czyli poza ekspresową Nocą Sylwestrową miałam też w tym roku najbardziej ekspresowe przeziębienie ;) Inna sprawa, że
przywaliłam organizmowi z grubej rury. Czosnek, imbir, jabłka, miód, Neosine, zero słodyczy, i wściekłe wmawianie sobie zdrowia. Neosine chyba powodowała u mnie nocne haluny, bo słowo daję, takich snów to nawet ja dawno nie miałam, aż ich nie chcę pamiętać, takie dziwne i straszne (chociaż jeden był śmieszny, że w Dreźnie jakieś zbiry mnie chciały okraść, więc biłam ich kijem od miotły), ale dzielnie to znosiłam dla dobra sprawy, ucząc się na trzy egzaminy. Dwa napisałam wczoraj, zaś najtrudniejszy praktyczny zdałam dzisiaj na piątkę. Czwarty zdałam na szóstkę już w grudniu :) Nie znam jeszcze wyników pisemnych, ale raczej na pewno zakończyłam właśnie pierwszy semestr! Kiedy to zleciało?! Tak bym chciała zatrzymać ten pędzący czas, zwłaszcza że trochę mnie przeraża ilość tegorocznych wyzwań... Na początek muszę znaleźć praktyki. A potem je odbyć, nie wiem kiedy... Kwiaciarnie! uwaga, nadchodzę! :D 
Bukiecik stworzony z resztek zatrwianu, ale prawidłowy, bo stoi na łodygach :D
A dzisiaj kolejna Orkiestra, znów ryczę co chwilę, nawet Owsiakowi łzy leciały, gdy oglądał Światełko do Nieba...

Trzymajcie się ciepło w nadchodzącym tygodniu! Na rozgrzewkę, ku pokrzepieniu serc i rozruszaniu ciała mam dla Was naszą sylwestrową przyśpiewkę: Fatboy Slim "Wonderful night" - TU :)

10 komentarzy:

  1. Turbo Czerwona! Nawet w Nowy Rok weszłaś pędem i do tego jeszcze w asyście Policji ;-) Mandatu za prędkość nie dostałaś?

    Wszystkiego dobrego!

    :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A weź wypluj te słowa! Początek roku przestał mi sprzyjać... A Ty jak tam?

      Usuń
    2. Oj, miało być żartobliwie, a tu życie zaczęło Ci pisać skomplikowane scenariusze... Zatem przytulam! A u mnie...jakoś leci...

      :*

      Usuń
    3. To odwdzięczam się przytuleniem! Ja jutro zaczynam na nowym stanowisku. Nie chcę :(

      Usuń
  2. wow ile entuzjazmu;) u nas też był śnieg. troszkę mniej niż u was, a dziś wiosna.., oby Nowy Rok był taki jak sylwester;) wszystkiego dobrego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybuchowy chyba będzie, coś czuję, oby trochę inaczej niż aktualnie...

      Usuń
  3. To ja już może nie będę pisać: witaj w Nowym Roku, skoro dziś 21, ale napiszę za to, że fajnie zajrzeć i coś tu w końcu zobaczyć :)))

    OdpowiedzUsuń