1 września 2019

Tajemnica tajemnic

Po wymeldowaniu się z hotelu ruszyłyśmy do Muckross House. To XIX-wieczna rezydencja, znajdująca się w Parku Narodowym Killarney, nad jeziorem Muckross otoczonym malowniczymi pagórkami - w tym dniu niestety skrytymi pod pierzyną chmur upuszczających strugi rzęsistego deszczu. Miejsce jednakowoż nawet w niesprzyjającej aurze zachwycało.
Monumentalny, ciężki jak stare zamczysko dom prezentował się trochę ponuro, lecz przy tym niezwykle szlachetnie, zwłaszcza na tle niesłychanej urody wypielęgnowanego ogrodu. Z perspektywy czasu uważam, że jest jednym z tych miejsc, którym deszcz przydaje atrakcyjności, mimo iż wówczas ogląda się je nieco mniej komfortowo. Klimat jak ze starych powieści, pełnych intryg i tajemnic! 



Największe wrażenie robił jednak ogród. Już na wstępie stanęłam oniemiała z powodu rosnącej w oddali gigantycznej, starej i cudownie rozłożystej sosny, jakiej nie widziałam w całym swoim życiu. Na tyłach domu kwiecił się różami ogródek formalny, zaś dalsza wędrówka ukazała naszym oczom - jakżeby inaczej - morze kipiących kolorem rododendronów! Było ich tyle, że mogłybyśmy spokojnie bawić się pomiędzy nimi w "chowanego". 














Dalsza trasa stykała się ze strumykiem, obsadzonym bujną roślinnością, i prowadziła nas do bardziej dzikiej, leśnej części ogrodu. Przybierająca na sile ulewa wypędziła nas jednak z pięknego ogrodu do zbudowanej na terenie rezydencji restauracji, nieopodal kompleksu szklarni - a ja do tej pory nie wiem, jak duża jest cała posiadłość i ile cudownych zakamarków jeszcze skrywa. 









Następnym przystankiem był Ross Castle, zbudowany prawdopodobnie w XV wieku dla klanu O'Donoghue. Twierdza ta jako ostatnia stawiała opór angielskim najazdom, następnie przechodziła z rąk do rąk, by wreszcie w XX wieku stać się własnością Irlandii. Niestety wnętrza nie można było fotografować, ale wystrój i tak przedstawiał się dość ascetycznie.



Zła pogoda udaremniła nam przebycie ponoć przepięknej górskiej trasy Gap of Dunloe. Wróciłyśmy do Clonakilty i w ramach rekompensaty przeszłyśmy się trochę po miasteczku, w którym m.in. trwała akcja promowania ochrony dzikich gatunków zwierząt.







Kolejnego dnia wybrałyśmy się na klif. Najpierw jednak przyciągnęły nas niesamowite, klimatyczne ruiny klasztoru w Timoleague Abbey, zbudowanego przez franciszkanów w XIII w. Ołowiane chmury formowały się nieubłaganie nad naszymi głowami, gdy przestępowałyśmy próg cichych, nieco mrocznych pozostałości opactwa. Na początku wydawało się, że będzie to tylko jedno pomieszczenie, lecz kolejne wąskie przejścia i korytarze zaciągały nas hipnotycznie coraz dalej, aż każda znalazła się w innym miejscu, za jedyny słyszalny odgłos mając złowróżbne krakanie przelatującego znienacka nad głową czarnego jak smoła gawrona. Rozmieszczone nieregularnie płyty nagrobne skłaniały do refleksji - zresztą całe to miejsce było jak spotkanie z duchami. Transcendentne przeżycie.















Następnie podjechałyśmy do Courtmacsherry z plażą i pięknym lasem, który prowadzi na oszałamiający klif. To miejsce magiczne, zwłaszcza gdy chce się pobyć samemu ze swoimi myślami.
Dla mnie było to przede wszystkim odkrycie nowej barwy - nazwałam ją baśniową zielenią. To odcień zieleni przełamanej błękitem wilgoci, który widnieje jedynie w głębokich, dzikich, zaczarowanych lasach. Takich jak ten.

Miley Cyrus "Jolene" - do posłuchania TU. 








Klif niestety powitał nas niegościnnie - ulewa strzegła przed nami widoków na skały i bezkres morza. Mimo to, skurczone pod moim parasolem, poczułyśmy siłę tej chwili zadumy.





Wygnał nas wzmagający się wicher; niejasnej, acz w jakiś tajemniczy sposób przyjemnej tęsknoty w sercu jednak nie przepędził. 

4 komentarze:

  1. Byłam przekonana, że już tu napisałam komentarz :) No nic, pozostaje mi znów tu wejść, zobaczyć te piękne fotki i umierać z zazdrości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie umieraj, dopóki tego nie zobaczysz na żywo ;)

      Usuń
  2. Hej!
    Dawno nie rozmawialiśmy ;-)
    1. Tajemnica tajemnic - skąd ja to znam... ;-) :-D
    2. Gotyckie klimaty!
    3. To piękno przyrody i ten porządek są niesamowite!
    4. A ten nawracający deszcz niewątpliwie wku...
    5. Foty jak zwykle prima sort! :-)
    Pozdro!
    :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to był pierwszy wyjazd, gdy ten deszcz prawie wcale nie wkurzał... To chyba jednak kwestia nastawienia, towarzystwa, i możliwe, że moją uwagę odciągała też inna przypadłość ;)

      Usuń