10 lipca 2017

Dotknij jedno, a reszta kulą śnieżną

Zgodnie z obietnicą, będzie słów kilka o remoncie, który oczywiście nadal się nie skończył.

Taki prawdziwy konkret zaczął się w styczniu, od wycinania futryn. O dziwo poszło panom tak sprawnie, że nie spadł nawet jeden kafelek w łazience. Tylko mi dziką japę w ścianach pokoju porobiło, w jednym miejscu nawet taką, że aż wzmacniająca siatka wylazła, a w innym z kolei wystarczyło wepchnąć palec, i już cały wleciał do sąsiedniego pokoju :D A potem było już tylko gorzej :D
Znaleźć ekipę miesiąc przed remontem szczerze graniczy z cudem. Niemal każda odpowiadała, że najwcześniej w marcu. Niby nic mnie nie goniło, ale wolałam płacić za mieszkanie, w którym bym żyła, niż takie, w którym hula wiatr, no i rodzice też czekali na moją wyprowadzkę, żeby ruszyć ze swoim remontem. Gdy wszystkie polecone ekipy zawiodły, pogrzebałam w internetach. Jak zawsze kierowałam się intuicją, i tym razem też mnie nie zawiodła. Oczywiście nie obyło się bez nerwów, złorzeczeń z mojej strony w cichości ducha, ale ekipa była z grubsza słowna i kumata, mimo że z powodu braku urlopu komunikowałam się z nią metodą obrazkową, czyli na ścianach rysowałam strzałki, gdzie mają na ten przykład zamalować staranniej czy cóś :D Więc ten element jakoś minął. Następnie wkroczyliśmy my z tatusiem, czyli duet od paneli. Niestety żyłam w błędnym przekonaniu, że po zeszłorocznym zalaniu mieszkania i małym remoncie została mi w salonie zrobiona wylewka. Było już jednak trochę za późno na jej wylewanie, goniły inne terminy, więc zaryzykowaliśmy, no i szczerze teraz żałuję, ponieważ podłoga po prostu pływa. Górki i dolinki, jest przechylona tak, że gdybym puściła kulkę, to pewnie by pokulała się aż do ściany; ugina się w rozmaitych miejscach, strzela i trochę mnie wkurwia, zwłaszcza że to miał być gwóźdź programu, cud świata i fokle ach. Prawdopodobnie za ileś lat będzie trzeba i tak ten problem rozwiązać, a wtedy będzie to już dużo trudniejsze, no ale chuj...

Zanim jednak założyliśmy panele, okazało się, że z podłogi wystaje kawałek rury. Wcześniej zakryty kanapą, teraz ujawnił się w pełnej krasie. Prawdopodobnie była to rura osłaniająca kabel antenowy z czasów, gdy takie kable przechodziły z góry na dół przez cały blok - taka technika. U rodziców też kiedyś to-to się ciągnęło, więc tata znał historię tegoż stworzenia, dlatego zaczął się chichrać na zasadzie "ale by było, gdyby po wyciągnięciu zrobiła się taka dziura do sąsiadów, jak kiedyś u nas, gdy tam wyciągałem ten kabel".

...nie minęła chwila, gdy po wyciągnięciu kabla zrobiła się japa z prześwitem do sąsiadów z dołu :D Aparatura podsłuchowa :D
Gdy już wytarzaliśmy się po podłodze ze śmiechu, zalepiliśmy japę gazetami i takimi tam, i już nie straszy. Wolałam nie podglądać sąsiadów, jeszcze bym seks zobaczyła i by mi się przykro zrobiło ;P

Gdy już zostałam specem od paneli, wrócili panowie od drzwi i zamontowali je.
Haha :D
Tia. Wprawdzie z mojej perspektywy tak to właśnie wyglądało, zwłaszcza że akurat tego dnia przebywałam w delegacji, ale z perspektywy panów, jak potem przyznali, były to jedne z najgorszych ścian do mocowania drzwi w całej ich karierze. Gdy wróciłam, przyznałam im rację. W życiu czegoś takiego nie widziałam! Na tej samej ścianie z jednej strony między drzwiami a ścianą była szpara na 5 cm, z drugiej na 1 cm. TA SAMA ŚCIANA! Mało tego, nie dość, że ściany idą w trapez, co zauważyliśmy już podczas układania paneli, to jeszcze są jakby cieniowane, z jednej strony cieńsze niż z drugiej. Przy łazience po postawieniu szafy okazało się dodatkowo, że ściana jest wygięta w pałąk :D Zresztą to nie jedyne takie miejsce ;)
Majstry wypełniały te dzikie przestrzenie między futrynami a ścianami chyba z tydzień.

Wróciłam do domu i zaraz pognałam na oględziny. I stanęłam jak wryta, a minę musiałam mieć mało inteligentną, ponieważ w głowie kołatało mi się tylko "co to, do chuja, jest za wystające gówno??". Obmyśliłam sobie szalenie sprytnie przesuwane drzwi, a za nimi miała być szafa. Okazało się jednak, że szyna wystaje dość mocno i włazi głębiej w przedpokój, więc szafy tam być nie może, bo się zwyczajnie... nie zmieści.
Stałam bliska płaczu, gapiąc się jak sroka w gnat, ale mądra głowa już pracowała, usiadłam, w wielkim szale umysłowym odpaliłam kompa i wymyśliłam, że szafa będzie węższa, a z drugiej strony musi być wobec tego mniejsza szafa i trudno. Ale byście widzieli mój popłoch, gdy myślałam, że japierdolęniezmieszczęsiędotakiejmałejszafyzmoimiciuchami.
Wyszło ostatecznie bardzo ładnie, choć nadal uważam, że zaraz przestanę się w tych szafach mieścić :D

Ale jak drzwi, to i trzeba było kupić klamki. Nauczona słuchać intuicji, uparłam się nie kupować klamek w markecie. Tym sposobem posrało mnie i pojechałam po klamki do...Gniezna. Gdzie, jak powszechnie wiadomo, mieści się m.in. psychiatryk. Czyli pojechałam po klamki do miasta z miejscówą bez klamek. Idealnie :D 

Pomniejsze problemy typu stare szafki, które kiedyś się mieściły, a teraz przestały jakimś czarodziejskim sposobem i trzeba było zmniejszać - przemilczę. Najlepsze i tak ciągle było przed nami... A najzabawniejsze, że gdy ekipa działała, trochę było mi smutno, że wszystko za mnie zrobią i mi zostanie już tylko malowanie kaloryfera. Zaiste głupota ludzka nie zna granic! I NAPRAWDĘ trzeba uważać, o co się prosi!

Malowałam sobie ten kaloryfer, najpierw dość pobieżnie i niezbyt starannie, po czym uświadomiłam sobie, że np. nie pomalowałam go od spodu. Z lenistwem wygrała myśl: jaka będzie wtopa, gdy kiedyś ktoś mnie będzie chciał ten teges na podłodze, obróci głowę, a tam od spodu będzie ział stary żółtawy kolor kaloryfera. I pomalowałam całość idealnie. Jak teraz sobie o tym myślę, to jednak wydaje się to mało prawdopodobne. Tzn. to, że ktoś by oglądał mój kaloryfer w trakcie igraszek, nie że mało możliwe, iż odbędą się na podłodze czy w ogóle ;P Choć w tej chwili raczej bym odmówiła, ponieważ nadal nie dorobiłam się dywanika, a gdzie mi na takiej gołej podłodze. Pod choinkę kupię :D

CDN., rzecz to jasna!

4 komentarze:

  1. jessu dużo optymizmu masz heh, mnie przerażają remonty i kwitnące problemy podczas... uciekam, unikam, nie chcę;) więc PODZIWIAM;)

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas odkryłam przy malowaniu, że w dolnej części kaloryfera, konkretniej pod jego brzuchem (?) jest pełno kurzo-pajęczyn, takich przedziwnych, jakby z sadzą. Bałam się, że razem z nimi wyciągnę coś żywego, z wieloma nogami. Brr! Uśmiałam się jak dzika z tego Gniezna ;))) Może i nietęgie miałaś perypetie remontowe, ale przy czytaniu aż się japa cieszy. Ale nie ta zalepiona gazetami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Jak już będę po, to też mi się będzie cieszyła. Teraz mam misję, kryptonim Zasrańce (czyt. gołębie)... Ja tu w ogóle mam same misje! Moja siostra przez 10 lat nie miała tyle akcji co ja w ciągu kilku miesięcy!

      Usuń